• Wpisów:65
  • Średnio co: 26 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 16:52
  • Licznik odwiedzin:7 263 / 1747 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Sorka ale znowu wróciło zaniedbanie bloga, tak widzę...
Chyba mnie i Nataszy nie jest pisane prowadzenie bloga .-.
No nic, może coś dzisiaj dodam ale nie obiecuję ;p
 

 
Gdy siadam na siodle,
I chwytam za uzdę,
Czuje się wolna i
Rozwijam swoje skrzydła.
~Ola
PS:Nie kopiować bez mojej zgody. I tak to jest cztero-wersowy xD No.. To było na szybko ;3
(wiersz nie musi się rymować, gdyby ktoś nie wiedział :3)
 

nati.ola
 
weronikalps
 
Zmówiłaś kolaż ;33 Mam nadzieję że ci się podoba
~Ola
 

 
Zrobiłam kilka dużych kółek na polu po czym stanęłam w miejscu żeby odsapnąć.



Wtedy usłyszałam krzyki
-Szybciej! Ruszać się - Geoff krzyczał do stada.
Stadnina posiadała razem ze mną około 24-27 koni z czego do mnie podeszła tylko czwórka. No cóż.
-Witaj w stadninie "Pod Brzozą" ja nazywam się Gracja.



-Witajcie. Ja nazywam się Pirate.
-Pirate? - Spytała się plamiasta klacz - Jesteś piratem czy co?



-Nie. A ty jesteś krową że masz takie plamy?
-Uhh... Bezczelna szkapa.
-Wypraszam sobie!
-Diamond (czyt. Dajmond)! Uspokój się. - Przerwała nam Gracja - Pirate jest nowa i nie wie jak z nami rozmawiać ponieważ nie zna naszych charakterów!
-Dobra już dobra... Jak już możesz się domyśleć mam na imię Diamond. A to jest Emerald (czyt. Emereld) - Diamond wskazała na bułaną klacz.



-Witaj nieznana klaczy! - Krzyknęła Emerald.
-Hej...
Wtedy odezwał się jeden z ogierów. Jego głos też poznałam.
-Hej. Jestem Leader



, a to jest Angel.



-Hej. Słyszałam przez przypadek w nocy waszą rozmowę.
Nagle wtrąciła się Gracja.
-Co?! Naprawdę?!
-Taak...
-Ehh... wiedziałam...
-Nic się nie stało. Moje stado liczy około 50 koni więc nie raz w nocy słyszę różne rozmowy.
-50 koni? - Zdziwił się Angel.
-Tak. 50 koni. Właśnie! Moje stado! Co z nimi?! Czy się martwią?! Szukają mnie?! Muszę do nich wrócić! - Zaczęłam biegać wokół koni.
Wtedy Diamond przekręciła oczami.
-Jaka panikara...
Wkurzyła mnie i to poważnie.
-Że co?! Panikara?! Co byś zrobiła gdyby porwali cię od rodziny?! Jak byś nie wiedziała co się z nimi dzieje?! To przecież oczywiste że martwię się o moje stado, a ty śmiesz mnie nazywać panikarą?!
Diamond lekko przerażona cofnęła się.
-Umm....
-No właśnie!
Stanęłam dęba


(kliknij - obrazek będzie się ruszał)

po czym odwróciłam się zadem do koni i zaczęłam jeść trawę.


~Natasza
 

 
Chętnie zrobię dla kogoś kolaż albo dedyk.
Piszcie w komentarzach czy chcecie z konkretną rasą,
jakieś konkretne kształty itp. Chętnie zrobię!
~Ola
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kiedy dojechaliśmy na miejsce było już ciemno. Podczas jazdy uspokoiłam się i nieco zdrzemnęłam przez co moje oczy nie były przyzwyczajone do ciemności. Wprowadzili mnie do jakiejś małej zagrody gdzie znów zdałam sobie sprawę z tego co się właśnie dzieje. Zaczęłam wierzgać.


(kliknij - obrazek będzie się ruszał)

Ktoś wrzucił mi suchą trawę złożoną w kostkę oraz kilka jabłek po czym odszedł. Byłam bardzo głodna więc zaczęłam jeść. Nagle usłyszałam szepty.
-Kto to?
-Nie mam zielonego pojęcia.
-Może kolejny do ujeżdżania?
-Raczej do skoków.
Zdziwiła mnie ta rozmowa. Nic się nie odezwałam i wsłuchiwałam w tajemniczą rozmowę przegryzając jabłko.
-Wiesz... wydaję mi się że nie kupili tego konia.
-Sugerujesz że go ukradli?
-Nie! No co ty... raczej złapali. Nie pamiętasz jak wierzgał przed chwilą w izolatce? Koń ze stajni tak by się nie zachowywał.
-W sumie... masz rację.
nagle do rozmowy włączył się trzeci koń. A raczej przerwał tę rozmowę.
-Kto tam gada w środku nocy?!
-My!
-,,My"? Czyli kto?
-Ehh... Leader (czyt. Lider) i Angel (czyt. Endżel)...
-Już! Zmiatajcie spać! Jutro ma przyjechać do nas nowy koń musimy go przywitać z godnością i elegancją.
Zdałam sobie sprawę że ten nowy koń to miałam być ja!
Nagle rzekomy Angel odezwał się.
-Wydaję mi się że już do nas przyjechał.
-Co?! Jak to?! Pewnie słyszał waszą rozmowę i zastanawia się co za nie mądre konie tu mieszkają.
-Nie... raczej śpi. Jest cicho i się nie rusza.
-No dobrze... ale i tak macie iść spać bo co jeśli się obudzi?
-Już idziemy...
Nastała głęboka cisza. Postanowiłam że pójdę spać. Mimo że spałam podczas drogi byłam nadal zmęczona.
Na następny dzień obudziłam się dość wcześnie, jeszcze nikt nie był na nogach. Odruchowo parsknęłam głośno.



Zaczęłam biegać w zagrodzie na rozruszanie kości.


(kliknij - obrazek będzie się ruszał)

Nagle ktoś wyszedł z dużego domu.
-Kto tam się tak trzaska?!
-Pewnie ten nowy koń...
-No tak...
Dwóch mężczyzn podeszła do płotu. Parsknęłam jednemu w twarz i odbiegłam wierzgając. Drugi zaś zaczął się śmiać.
-Hahaha! Chyba nie za bardzo cię polubił!
Nagle dało się usłyszeć kobiecy głos.
-Polubiła!
Z domu wyszła 16-17 letnia dziewczyna.
-To jest klacz! A nie ogier. Nie rozumiem czemu wszyscy mówią do niej jak do ogiera.
Podeszłam do płotu, zaczęłam kiwać głową i rżeć wesoło.
Dziewczynka się zaśmiała.
-Kiedy ją załadujemy do boksu? Przecież nie będzie siedzieć cały czas w izolatce.
-Racja... musi najpierw się oswoić z myślą że tutaj mieszka i że jej otoczenie się zmieniło. Czyli za kilka dni.
-Szkoda... Już sobie wyobrażam...
-Niby co? Jak biegacie na łąkach? Hahaha.
-A żebyś wiedział!
-Ohh... no to sory... - Mężczyzna zachichotał jeszcze pod nosem.
-Ale chyba na padok możemy ja wystawić co nie? Przecież żyła z innymi końmi.
-Możemy spróbować.
Jeden mężczyzna wszedł do zagrody z jakąś dziwną liną.
-Spokojnie... nic ci nie chcę zrobić...
Oczywiście zrozumiałam i byłam spokojna. Lecz chciałam się popisać. Dałam mu podejść do siebie, mężczyzna uśmiechnął się szeroko i już chciał mi założyć coś na głowę kiedy naglę parsknęłam i odbiegłam od niego. Dziewczynka wraz z drugim mężczyzną się zaśmiała.
-Ej Geoff (czyt. Dżef) ona chyba nie za bardzo za tobą przepada! Hahaha!
-No co ty naprawdę? Może ty spróbujesz jej to założyć?
-Geof! Oszalałeś - Drugi mężczyzna spytał się nerwowo.
-Kamil nie rób z niej małej dziewczynki. Ma już 16 lat!
-16 i pół! - Poprawiła go dziewczyna.
-No właśnie!
-Ehh... no dobrze... Ale jeśli coś jej się stanie to twoja wina.
-Dobra, dobra.
Mężczyzna - z tego co słyszałam o imieniu Geoff - przeskoczył przez płot i podał linę dziewczynie, która weszła do zagrody.
-Nie bój się maleńka... nic ci nie zrobię...
Dziewczynie bardziej ufałam... wydawała mi się miła i odpowiedzialna. Zarżałam cicho i sama do niej podeszłam, a ona założyła mi coś na głowę.
-Widzisz - spojrzała na Geoff'a z wyrazem wygranej w oczach.
-Ona mnie nie lubi i tyle. Ciebie od razu polubiła więc wiesz.
Kamil się zaśmiał i powiedział.
-No nic... musimy wyprowadzić konie na padok. Ja i Geof pójdziemy po resztę koni, a Ashly (czyt. Aszli) zaprowadzi tą klacz.
-Okej.
-No spoko.
Nareszcie dowiedziałam się jak ta wspaniała dziewczynka ma na imię! Dziewczynka zaczęła mnie prowadzić "na wolność". Przeszłyśmy przez białą bramę gdzie było duże zielone pole.
-Choć tu malutka. Zdejmę ci ogłowię i będziesz mogła się wyszaleć.
-*Ogłowie?* - Pomyślałam. To pewnie to co miałam na pysku. W każdym razie Ashly zdjęła mi rzekome ogłowie. Poczułam się wolna.


(kliknij - obrazek będzie się ruszał)

Niestety... to nie była prawda...

~Natasza
 

 
Witajcie koniarze
Tym razem chcę "pomóc" pewnemu blogowi który dopiero zaczyna.
Pewna dziewczyna poprosiła mnie o polecenie bloga.
Oto link do niego:
http://raychell005.pinger.pl/
Temat to ,,Pingwiny z Madagaskaru" na pierwszy rzut oka może się to wydawać dziecinne ale ja sama (Ola tak samo) lubię tę bajkę więc naprawdę polecam

A tutaj taki zaczepisty gif *-*

~Natasza
 

 
A więc zrobiłam takie trzy kolaże,
pierwszy taki serduszkowy,
drugi Andulazyjskie konie
a trzeci to Coby.
I wam tak wyjawię w sekrecie że gdy opuściłam
tego bloga to jakoś... zapomniałam że konie to takie piękne zwierzęta. :C A teraz jeśli chodzi o konie bardzo je znowu polubiłam C: Jeśli chcecie to piszcie w komentarzu mogę zrobić niektórym osobom kolaże z końmi




~Ola
 

 
Był piękny pogodny dzień, przechodziłam się właśnie po łące podgryzając trawę.
-Pirate! (czyt. Pirejt) Chodź tu szybko - Nagle zawołał mnie ojciec. Podbiegłam do niego bezzwłocznie. Wiedziałam że jest niecierpliwy.
-Tak ojcze?
-Ludzie! Musimy ostrzec stado!
-Dobrze. Ja ostrzegę część stada na południu.
-Tylko szybko!
Cwałem pobiegłam w głąb stada.
-Ludzie idą! - Krzyczałam do wszystkich - Uciekajcie! Ludzie idą!
Konie natychmiast zareagowały i zaczęły biec w góry.



Konie z północnej części stada też biegły. Nagle w oddali zauważyłam dwa samotne źrebaki które są całkowicie zdezorientowane. Nie wiedziały co się dzieje i w którą stronę biec.



Podbiegłam do nich.
-Szybko! Biegnijcie w góry, do stada.
-Ale co się dzieję? - Spytał mnie jeden nie pewnie.
-Ludzie tu idą!
Źrebaki spojrzały na siebie i zaczęły biec do stada. Nie zdążyłam się ich spytać czy jeszcze gdzieś są jakieś źrebaki więc pobiegłam na "zwiady". Na szczęście nikogo już nie było. Lecz ludzie mnie zauważyli... zaczęli biec do mnie na koniach które są już w niewoli.
Zdążyłam wbiec na góry za stadem. Niestety ludzie nadal mnie gonili, a ja o tym nie wiedziałam... spojrzałam się na stado z uśmiechem

Nagle usłyszałam za sobą wrzaski.
Obróciłam się gwałtownie za siebie i ujrzałam ludzi.
-Uciekajcie w las! - Krzyknęłam do stada. - Ja ich odciągnę!
W ostatnim momencie spojrzałam na ojca, w jego oczach było widać wyraźne przerażenie.



Stado ruszyło w stronę lasu, a ja obróciłam się w stronę ludzi. Niestety... nie zdążyłam. Na mojej szyi zawisła lina. Nagle druga i trzecia. Zaczęłam kopać - na próżno. Lina zawisła także na kopycie. Na drugim i trzecim. Przewróciłam się. Nagle jeden z ludzi zwrócił się do mnie jak do ogiera.
-Myślałeś że nam uciekniesz?! A więc nie!
-Szefie! Tam jest całe stado - Kolejny człowiek zaczął mówić i jednocześnie wskazywał w stronę lasu. Przeraziłam się i głośno zarżałam.
-Wrócimy tu kiedy indziej. Ten koń jest zbyt narowisty by ujarzmić inne konie.
Ulżyło mi. Nie musiałam się martwić o stado a wiedziałam że ja się uwolnię. Niestety nie było to takie łatwe jak się zdawało. Ludzie zawiązali mi coś na pysku i zabrali mnie tam gdzie jeszcze nigdzie nie byłam...
-Szybko! Akurat się uspokoił! Pakujcie go do przyczepy!
Władowali mnie do jakiegoś wielkiego pudła. Bałam się że już nigdy nie zobaczę stada... nadal pamiętam ten strach w oczach ojca... Teraz w moich oczach widać identyczny...



~Natasza
 

 
Co teraz miałam robić?! Miałam dwa wyjścia.
Pierwszy- Olać to. Drugi- Dać z siebie wszystko.
Nie chciałam żeby Różyczce się coś stało.
Przez ostatnie dziesięć dni bardzo długo ćwiczyłam z Różyczką,
nic jej nie mówiłam. Nie chciałam aby się denerwowała.
Czasem jest lepiej trzymać buzię na kłudkę, niż powiedzieć prawdę.
Ale dzisiaj miały zacząć sie zawody.
Na początek były skoki



Zdziwiłam się tym ze zajęłyśmy pierwsze miejsce.
Ciągle mi się wydaje że nie ćwiczyłyśmy za długo.
Następną konkurencją było ujeżdżanie.
Widziałam że Róża źle się czuje, ledwo co stała na nogach
ale nie dała po sobie tego poznać. Ale ja czułam
że jest coś nie tak. Po chwili upadłyśmy.
Wystraszyłam się. Konkurs został przerwany a Różkę zabrano
do weterynarza. Chcieli przydzielić mi innego konia,
ale odmówiłam.
-Julio... Ja... Może pojedziesz na inny...-pani Anna nie dokończyła ponieważ jej przerwałam.
-Nie, jeśli nie pojadę na Różyczce, nie pojadę w ogóle. Nie chciałam nikogo
zawieść ale teraz mam inne sprawy na głowie.
Anna widziała jak trzęsą mi się ręce, i moje zapłakane oczy.
-Wierzyłam w ciebie, każdy w ciebie wierzył, ale to ze pojedziesz na innym koniu pewnie nie urazi Róży.
Julio... Proszę.
-Nie, ja nie mogę, odmówiłam dalszego startowania w zawodach.
Odeszłam, poszłam do weterynarza zapytać co się dzieje z Różyczką.
Niestety nic nie wiedział. Kazał mi wrócić następnego dnia.
Dzień później wróciłam. Niestety lekarz nie miał dobrym wieści.
-Bardzo mi przykro to mówić ale.. ale... Różyczka niestety... No, odeszła.
Zaniemówiłam, nie chciałam aby widział jak płaczę więc skinęłam głową i poszłam do mojego pokoju.
Rozpłakałam się. Plotki rozchodziły się po całym ośrodku, prawie cały personel, a także moi przyjaciele
przyszli mnie pocieszyć. Weszli powoli do pokoju. Leżałam na łóżku i przytuliłam się do poduszki.
Podeszli do mnie i ocierali mi łzy, pocieszali i w ogóle.
Ale chciałam żeby wyszli, zostałam sama.
Parę dni później Różyczka została pochowana na torze, dokładnie w tym miejscu gdzie upadła.
Na tym torze się już nie jeździ, dlatego gdy codziennie odwiedzam Róże
przynoszę jeden kwiat Róży. Tak kończy się historia moja i mojego wiernego konia. Wspominałam jak było kiedyś... Ale nie jestem taka smutna, cieszę się, ciesze bo jestem szczęśliwa że mogłam z nią spędzić tyle wspaniałych chwil.




Nie wiem czy się podobało. To była już ostatnia część.
Wiem skończyła się trochę smutno. Ale no cóż...
Piszcie w komentarzach czy chcecie następnie historyjkę czy niby taki wierszyk. ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
I jak? Cieszycie się że "powróciłyśmy"? xD
A tak wgl... kto by chciał takiego roztańczonego przyjaciela? *-*


PS. tak wiem że to reklama lakieru do paznokci xD

~Natasza
 

 
Treningi nie były łatwe, od samego początku!
Aż straciłam wiarę w to ze się uda ale Różyczka mnie wciąż wspierała.



Uczyłam się do południa, jedyne co załapałam na lekcjach to tolt, wyciągnięty kłus i zebrany galop.
Przy okazji trochę skoków. Ale wiem ze przedemną jeszcze wiele pracy.
Gdy wróciłam z Różką (tak czasem nazywam Różyczkę)
to stajni, po drodze spotkałam Dorotę.
-Jej, Julio, nie wiedziałam że się podejmiesz tak ryzykownego zadania!-powiedziała Dorota.
"No nie! Już plotki się rozchodzą" pomyślałam.
-A skąd to wiesz?-zapytałam
-Wiesz.. Yyy... Marek mi powiedział...
-Marek? On też wie? Czy ktoś jeszcze prócz was wie?
-Tak. Chyba... Yyy...
-Dobra daj spokój. Nie mam czasu na pogaduchy, mam jeszcze wiele pracy.
I poszłam dalej. Gdy odprowadziłam Różkę do stajni zabrałam się za sprzątanie boksów.
Po tym chciałam przeczytać jeszcze książkę o jeździe konnej.
Ale nie miałam czasu. Musiałam trenować do późnego wieczoru.
Róża (tak też i mówiłam na Różyczkę) także była zmęczona.
Następnego dnia wstałam wcześnie rano,
posprzątałam i wyszykowałam się do pracy.
Gdy była już 80 wyszłam z pokoju i poszłam sprzątć boksy.
Nakarmiłam i napoiłam konie po czym zabrałam Różyczkę na treningi.
Trenowałyśmy do południa skoki, cwał, wyciągnięty galop i piaff.
To wiele jak na pół dnia ale wciąż nie byłam nauczona idealnie.
Minęły mi już trzy dni! W czym zostało tylko jedenaście. To bardzo mało...
Nie wiem czy mi się uda, zaczęłam wątpić że mi się uda.
Daję z siebie wszystko ale tak czy siak nie widać efektu. Tylko marnuję swój czas.
może od razu się wycofać nim będzie za późno? Nie mogę.
Gdy myślę o tym ze wszyscy biorą mnie za bohaterkę...
Nie mówiłam? Ośrodek ma kłopoty finansowe a wygrana w zawodach to aż 10.000 tyś nagrody!
No cóż, można tylko marzyć... Następnego dnia, czwartego, zrobiłam to co zawsze rano.



A do południa ćwiczyłam, po czym byłam wykończona. Wieczorem gdy miałam zamiar wejść do pokoju zatrzymała
mnie właścicielka i powiedziała:
-Julio, chcę ci podziękować że podjęłaś się tak trudnego zadania, nigdy ci tego ja, i cały ośrodek nie zapomnimy.
A zwłaszcza nasze konie, gdyby nie było pieniędzy... Konie szły by na rzeź.
-Pani Anno. Jak to? Na rzeź?
-Nie pójdą na rzeź, wiem że wygrasz.
-Ja... Dobranoc.
Weszłam szybko do pokoju i pomyślałam o Różce, tym bardziej się nie mogłam wycofać.
C.D.N

Jeśli są błędy, źle sformułowane to przepraszam bardzo.
Proszę o komentowanie ^-^ ~Ola
PS:Nie mam co tego pisać skoro nikt tego nie czyta więc zostawcie coś po sobie w stylu komentarza. ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Siedziałam na ławce, patrzyłam jak inni
jeżdżą na koniach. W końcu usłyszałam:
-Julio! Przyjdź tu do mnie.-zawołała mnie właścicielka ośrodka.
-Tak pani Anno?- zapytałam
-Posłuchaj, za dwa tygodnie odbywają się bardzo wazne dla nas, ośrodka, zawody
-I co to ma wsólnego ze mną?
-A to ze chciałąby abyś wzieła w nich udział.
-Nie powinnam, w ogóle nie znam się na jeździe konnej. Jestem tylko stajenną.
-Ale widze jak sobie radzisz z końmi, i jakie masz do nich podejście.
-I myśli pani że uda mi się nauczyć jazdy konnej w dwa tygodnie?
-Nie narzucam się, jesli tylko chcesz.
-Muszę się zastanowić, niech da mi pani czas do jutra.
Po tej rozmowie poszłam do stajni, do Różyczki.
Jest to koń, staruszka. Ale mój ulubiony.



-Witaj Różyczko.-powiedziałam.
-Cześć Julio, jesteś zdenerwowana. Czy cos sie stało?
-Tak, pani Anna zaproponowała mi udziałał w zawodach.
-To fanatstycznie!
-To fatalnie, zaomniałaś? Nie umiem W ogóle jeździć!
-Znasz podstawy, moge cię nauczyć.
-Chcesz mnie uczyć?
-Tak. Idź do właścicielki i powiedz jej że weźmiesz udział.
Przecież mi ufasz, prawda?
-Wiem, że mnie nie zawiedziesz.
Wyszłam ze stajni, kuierowałam sie w strone biura.
I tak, rozmaiwam z końmi, może się to wydawać dziwne ale
to moja słodka tajemnica. Gdy weszłam do środka
Pani Anna od razu obsypywała mnie pytaniami.
Czy się zgodziłam, czy jesli tak to czy dam sobie radę... itp.
Zatrzymałam ją i powiedziałam że Tak, wystartuję.
-Świetnie, powiem Dorocie (była to instruktorka jazdy)
aby poświęciła ci te dwa tygodnie dla ciebie, i...
-Nie, chcę się sama uczyć.
-Jesteś pewna?
-Tak, tylko proszę aby nikt mi nie zawracał przez te dwa tygodnie głowy. Dobrze?
-No dobrze.
Gdy już miałam wyjść...
-Julio, powodzenia.-powiedziała Anna.
Następnego dnia zaczęłam trening, nie było łatwo...



Dawno nie pisałam, więc jeśli nudne,błędy ortograficzne, albo źle sformułowane zdania to przepraszam. ~Ola
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wiem że to taki spóźniony temat no ale cóż
Dostaliście coś związanego z końmi pod choinkę?
Ja dostałam książkę ,,Zaklinacz koni"! Jest świetna! Polecam



Jeśli ktoś już czytał książkę lub obejrzał film niech napisze swoje relacje po przeczytaniu/obejrzeniu
Ja dojechałam do strony 152 i na razie mi się bardzo podoba ♥♥




~Natasza
  • awatar Chrapka: Smutne było to jak ta druga dziewczynka zmarła :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
No cześć, jak wam minęło te parę, no dobra...
Więcej niż parę, dużo miesięcy.
Wybaczycie mi i Nataszy? Niestety nie miałyśmy już
o czym pisać, ale teraz cała odnowa bloga, tło, avatar i takie
duperele xD Teraz będą się pojawiać takie historyjki,
czasem wierszyki i takie inne. A tu macie na powitanie taki
mój pierwszy w życiu napisany wierszyk, krótki ale jest

Wkładaj siodło oraz uzdę,
i mknij galopem przez świat
jeszcze zrobisz kilka rundek,
poczuj we włosach wiatr.

Wiem, nie można tego nazwać wierszykiem xD
No to jeszcze dzisiaj dodam historyjkę, no chyba że wierszyk xD
To cześć.
~Ola

 

 
Już kilka dni odkąd zaczął się 2015 ♥
Jesteśmy ze sobą już ponad rok
Czasami byłyśmy obecne kilka razy w dniu na tydzień, a czasami nie było nas w ogóle przez kilka miesięcy. Mamy nadzieję że nam wybaczycie wszystkie niedogodzenia. W 2015 będziemy częściej obecne
Częściej będą się pojawiać różne zabawy, historyjki i możliwe wierszyki
Pozdrawiam i spóźnione "WESOŁYCH ŚWIĄT I WESOŁEGO NOWEGO ROKU!!" XD




~Natasza
 

 
Ten czas tak szybko leci, jesteśmy ze sobą już prawie rok!